Ubiór kobiecy z 1824 r.Ubiór kobiecy z 1824 r.
Ubiór kobiecy z 1824 r. (z zasobów portalu polona.pl)
W XIX w. udzielająca się towarzysko kobieta winna była posiadać co naj­mniej cztery rodzaje strojów wraz z towarzyszącymi im dodatkami tj.: negliż poranny (w którym zasiadała do śniadania), suknię dzienną (do wyjścia), negliż wieczorny (do noszenia po domu w godzinach po­po­łud­nio­wych) oraz suknię wieczorową (na uroczyste okazje i bale). Jak podkreśla Małgorzata Możdżyńska-Nawrotka istotna w kobiecym ubiorze była nie tylko doskonałość jego kroju czy użytych materiałów, ale także wyrobienie towarzyskie prezentującej go damy: nie­umie­jęt­ność dopasowania sukni do okazji (np. włożenie sukni zbyt skromnej wieczorem lub zbyt eleganckiej rano) uznawana była za przejaw wulgarności, a niezręczność w noszeniu toalety groziła wręcz kompromitacją, gdyż nieuważny ruch groził rozdarciem materiału, pęknięciem fiszbin czy uniesieniem się krynoliny ponad akceptowalną wysokość.

Jeszcze w początkach XIX stulecia suknie kobiece cechują się prostym krojem i wysokim, kryjącym talię stanem, zaczynającym się tuż pod pełnym, zao­krąg­lo­nym podług ówczesnej mody biustem. W sukniach tych oddzielnie krojono stanik o krótkich, bufiastych rękawach, i spódnicę, luźno opadającą do ziemi. Fason ten czynił sylwetkę smukłą i cylindryczną na wzór greckiej kolumny. Po kongresie wiedeńskim stanik stopniowo się wydłuża, czemu towarzyszy suk­ce­syw­ne obniżenie i zaakcentowanie talii. Około roku 1830 modna suknia zaczyna rozszerzać figurę ku dołowi i górze, przełamując ją w pasie na kształt klepsydry i nadając jej ciężki i mało naturalny kształt. Efekt optycznego skrócenia i poszerzenia sylwetki potęgowało dodatkowo obuwie o zupełnie płaskiej podeszwie.
Ubiór kobiecy z 1835 r.Ubiór kobiecy z 1835 r.
Ubiór kobiecy z francuskiego żurnala mód z 1835 r.
(z zasobów portalu polona.pl)
Ówczesny ubiór charakteryzował się sutą, ciężką spódnicą nie sięgającą kostek, pod którą krył się szereg porządnie wy­kroch­ma­lo­nych halek, talią (silnie zwężoną przy pomocy mocno zasznurowanego stanika i zaznaczoną klamrą szerokiego paska) oraz bufiastymi rękawami, najszerszymi w okolicach łokcia, które z uwagi na swój krój, nieraz pod­kreś­lany przez zastosowanie specjalnych rusztowań z fiszbinu, zyskały sobie wdzięczny przydomek „udźców baranich” (fr. gigot). Do sukien takich jako nakrycie głowy chętnie noszono budki, choć przy bardziej strojnych toaletach sięgano raczej po kapelusze o szerokich, lekko wygiętych rondach, zdobione kaskadami wstążek i strusich piór.

W drugiej połowie lat 30. suknie, pozbawione już kilku z do­tych­cza­so­wej licz­by warstw halek, wydłużyły się tak, że wystawać spod nich mógł co naj­wy­żej czubek pantofelka, ich rękawy natomiast, zakoń­czo­ne mankiecikiem, zachowały bufiasty krój jedynie w dolnej swej partii, przywracając ramionom ich naturalne proporcje. Lata 30. to także czas najkunsztowniejszych w całym XIX stuleciu fryzur. Ułożenie ich wy­ma­ga­ło nie lada wprawy: spięt­rzo­ne w loki po bokach włosy upinano na szczycie głowy w węzeł pod­trzy­my­wa­ny kokardami lub szyl­kre­to­wym grzebieniem. Dobór zdobiących fryzurę dodatków uzależniony był od tonacji toalety, wieku i stanu cywilnego kobiety (mężatki, zwłaszcza starsze, mogły pozwolić sobie na śmielsze i bogatsze przy­bra­nia), wreszcie od karnacji damy: blondynkom zalecano barwy jasne i subtelne, brunetkom wolno było sięgnąć po mocniejsze kolory.

W latach 40. rękawy wciąż długich do samej ziemi sukien stają się obcisłe, a same spódnice poszerzają się dzięki czy to ponownie zwiększonej liczbie halek, czy to fabrycznemu usztywnieniu tkanin końskim włosiem (tzw. włosianką). Na wydekoltowane ramiona strojnych sukien, których szerokie wcięcie podkreślało cienkość skrępowanej gorsetem talii, zarzucano kwadratowe, złożone w trójkąt chusty, których końce przekładano przez ręce na wysokości łokci. W tym okresie ronda kapeluszy ostatecznie maleją, przybierając fason wiązanych pod brodą budek. Pod tymi kapeluszami kryły się skromniejsze już fryzury – niskie, gładkie, rozdzielone pośrodku ciemienia i spływające kaskadą loczków ku policzkom, lub – zebrane w dwa, biegnące wzdłuż skroni warkocze – upięte w węzeł z tyłu głowy. Oczywiście, zamieszczone tu opisy to jedynie wskazanie pewnych ogólnych trendów, jakimi podlegała XIX-wieczna moda: detale strojów zmieniały się dużo szybciej, stąd w 1843 r. Nakwaska radziła, by „dawać córkom więcej bielizny, jak sukien, których krój się zmienia, tak że czasem po roku już [są] do niczego niezdatne”. Jeszcze przed nastaniem krynoliny czy turniury Karolina z Potockich nawoływała ziemianki do rezygnacji na co dzień z krępujących ruchy, wytwornych ubiorów na rzecz strojów prostych i praktycznych, ułatwiających krzątaninę po gospodarstwie:
Ubiór kobiecy z 1840 r. Ubiór kobiecy z 1840 r.
Modne z suknie z roku 1840 (z zasobów portalu polona.pl)
„Prosiłabym cię naprzód – pisała Nakwaska – abyś się nie zamykała w długie sznurówki, które nie dozwalają żadnego ruchu ciału i obracają kobiety jakby w duże lalki. (...) Niech ci nic nie zawadza do schylenia się, kiedy złe ziele wy­ko­rze­nić zechcesz, lub wyciągnąć ramie do nagięcia gałęzi, na której miły owoc spoczywa, miejże więc gorset krótszy, tyle tylko ściśnięty, aby kibić utrzymywał.” Cnoty dobrej pani domu, które Nakwaska podkreśla przy lada okazji, a zatem: oszczędność, schludność i gospodarność, znajdują swe odzwierciedlenie w elementach stroju: bia­łym czepku dla nobliwych mężatek („[c]zepek biały także ci radzę, jeżeli ci wiek nie dozwala no­sze­nia własnych włosów, stroju głowy, który naj­bar­dziej zdobi, a najmniej czyli raczej, nic nie kosztuje”), praktycznych far­tusz­kach, kieszeniach przy sukniach („w kieszeni możesz nosić klucz od kluczów, torebki wiecznie się zapominają i gubią”), słomkowych ka­pe­lu­szach („skromny, prosty słomianny, tylko wstążką opasany do ogrodu, takiż lepiej ubrany do odwiedzin i gości, oto wszystko, co potrzeba”), rękawiczkach, słu­żą­cych jednak nie ozdobie, lecz ochronie rąk podczas prac gospodarskich („[m]ając tyle do czynienia, i chcąc się trudnić rzeczami, które przy­kła­da­nia ręcznej pracy wymagają, ręce twe byłyby jak u dziewki folwarcznej, gdybyś ich nie ochraniała…”), wreszcie odpowiednim obuwiu, gwarancie tak wygody, jak i zdrowia, któremu Nakwaska poświęca długi ustęp: „Trzewiki radabym koniecznie, abyś nosiła do przechadzek skórkowe, do chędożenia jak męzkie na mocnej podeszwie. (…) Nie podobna chodzić po ogrodzie, dziedzińcu, folwarku, w lekkich prunetowych trzewikach z cieniutkiemi podeszwami. Sądzę, że te cienkie obuwia czynią zapewne Polki tak czułemi i bojaźliwemi na widok jakiego bądź owadu lub jestestwa obrzydliwego. Jest naturalną rzeczą, ze dotchnąć mysz, żabę, węża, kreta lub pająka, nogą prawie nie odzianą, jest nader przykrą rzeczą.” Ówczesne obuwie faktycznie stwarzało problemy, szczególnie zimą: do połowy wieku XIX noszono buty z cienkiej skóry lub tkaniny, o identycznym kształcie dla prawej i lewej nogi, które wprawdzie łatwo dopasowywały się do stopy, ale których lekka konstrukcja nie zabezpieczała dobrze przed wychłodzeniem organizmu. Chłód, panujący w okresie zimowym w nieogrzewanych w większości pokojach, zmuszał domowników do noszenia ciepłej odzieży głównie wełnianej, a od połowy XIX wieku także flanelowej. Większość kobiet godziła się na zniekształcające sylwetkę, ale za to ciepłe, watowane suknie, okrywając się dodatkowo pelerynkami i szalami, a na dłonie naciągając zapewniające swobodę ruchów mitenki. Niezastąpione zimową porą były również futra – głownie baranie i lisie, często bobrowe lub zajęcze, w owym czasie szyte tak, by były zwrócone sierścią ku użytkownikowi (dopiero od początku XX w. nosi się futra włosem na wierzch). W największe mrozy wkładano dachy, długie do kostek peleryny szyte z dwóch warstw futer.

KrynolinaKrynolina
Damy w krynolinach – z lewej z wachlarzem, z prawej z parasolką
(z zasobów portalu polona.pl)
Krynolina, jak podaje Maria Gutkowska-Rychlewska, miała swą premierę na jesieni 1856 r. Lekki, stalowy stelaż kry­no­li­ny szybko zastąpił noszone dotychczas ciężkie konstrukcje z włosianki, krę­pu­jące ruchy i niemiłosiernie grzejące la­tem. Ową stalową klatkę za­kładano na bieliznę, bez­poś­red­nio na nią zaś sutą suknię wierzch­nią. Dzięki krynolinie spódnice mogły przyjmować teraz monstrualne rozmiary (starczy powiedzieć, że obwód najszyko­wniejszych docho­dził do 10 m), co narażało noszące je elegantki na róż­no­ra­kie niedogodności i kłopotliwe sytuacje towarzyskie. Proste czynności, jak siadanie, przechodzenie przez drzwi czy wsiadanie do powozu wykonywane w krynolinie wymagały zręcz­ności i uwagi, toteż dziewczęta od dzieciństwa opano­wy­wały trudną sztukę poruszania się w szerokich spód­nicach. W rezulta­cie najbogatsze, a zarazem najszersze suknie królowały na ba­lach, na co dzień zaś zadowalano się krynoliną węższą, ukrytą pod fałdami spódnicy pozba­wio­nej ciężkiej, naszywanej dekoracji charakterystycznej dla stro­jów uroczystych. Staniki pozostawały obcisłe (w suk­niach codziennych wykończone kołnierzykiem, w balowych – głębokim dekoltem obrębionym szeroką plisą, tzw. bertą) zmienił się natomiast krój rękawów: spod rękawa wierzch­niego, rozszerzającego się ku dołowi na kształt dzwonu, wystawał jaśniejszy, naszywany falbankami i ściągnięty w nadgarstku rękaw spodni. Szerokie spódnice, obszyte poziomym orna­men­tem optycznie skracały sylwetkę, toteż do łask wróciło obuwie na obcasie: wysokie, sznurowane lub zapinane na guziczki trzewiki. Krynolinom towarzyszyły małe, koronkowe parasolki ze składaną rękojeścią, noszone głównie dla ochrony przed słońcem (opalenizna świadczyła ciągle o przynależności do pracującego fizycznie w skwarze dnia plebsu), które dla wygody zastępowano pasterkami, słomkowymi kapeluszami o szerokich rondach, zdobionymi sztucznymi polnymi kwiatkami i wstążkami. Eleganckie kobiety nie mogły obyć się bez wachlarzy, naśladujących wzornictwem swe XVIII-wieczne odpowiedniki, oraz ażurowo haftowanych narzutek i chustek z koronki klockowej lub jej maszynowej imitacji. Suto zdobione suknie i okrycia wierzchnie, którymi przeładowana jest moda kobieca lat 60., to efekt żywo rozwijającego się przemysłu konfekcyjnego, wykorzystującego takie techniczne nowinki jak maszyny do szycia, haftu czy wyrobu koronek.

Żałoba narodowaŻałoba narodowa
Kobieta w krynolinie z okresu żałoby narodowej
(fot. z zasobów portalu polona.pl)
Omawiając ubiór kobiecy tej dekady nie sposób nie wspom­nieć o żałobie narodowej z lat 1861-1863, kiedy to po wypad­kach war­szaw­skich poprzedzających wybuch Powstania Stycz­nio­wego, pol­skie patriotki zaczęły manifestować swoje oddanie ojczyźnie nosząc proste, czarne suknie wykończone maleńkim, białym koł­nie­rzy­kiem i białymi mankietami. Sto­sowną do nich ozdobą była bi­żu­te­ria patriotyczna z matowej lawy wulkanicznej lub czarno oksy­do­wa­nej stali, w formie emblematów martyrologicznych i religijnych (krzyże, kajda­ny, korona cierniowa), która zastąpiła dotychczasowe klej­no­ty i precjoza przekazane na potrzeby Rządu Narodowego. Władze carskie bezskutecznie próbowały zmusić Polki do zrzucenia czerni, wydając coraz to nowe zakazy, wyraźnie definiujące doz­wo­loną kolorystykę ubiorów kobiecych. Po klęsce powstania czarne suknie symbolizowały już nie tylko patriotyzm, ale i żałobę po utraconych w walkach bliskich – zrezygnowano z nich dopiero po ogłoszeniu przez cara amnestii w 1866 r.

W połowie lat 60. rozmiary krynoliny zmniejszają się, a jej kształt ewoluuje przez półkrynolinę (fr. crinolette) opisaną już nie na okręgu lecz na wypchniętym ku tyłowi półkolu, po turniurę (fr. tournure) w postaci umocowanej na wysokości pośladków wło­sia­nej poduszki lub drucianej klatki, na której spoczywał kary­ka­tu­ralnie spiętrzony nadmiar materiału, spływającego kaskadami fal­ban, marszczeń, plis, wstążek i koronek w długi, równie bogaty tren. Nic dziwnego, że tur­niu­ra, jak pisze Szyller, szybko stała się obiektem prasowych kpin i niewybrednych żartów. W latach 70. suknie na turniurze występują w dwóch odmianach. Pierwszy to petite casaque, czyli stanik przechodzący w udrapowaną tunikę układaną na wierzch sukni z trenem. Drugi wariant przewidywał gładki, opięty i zapinany na guziki stanik skontrastowany z przeładowaną sutymi fałdami spódnicą upinaną na drugiej spódnicy, tworzącej tren. Nietrudno sobie wyobrazić, jak dalece krępowała ruchy taka suknia, toteż i moda na turniurę nie utrzymała się długo i po dziesięciu latach stroje z długimi trenami zniknęły z żurnali.

TurniuraTurniura
Turniury z roku 1883 (z zasobów portalu polona.pl)
Uproszczenie kroju damskiego ubioru, jakie zaznacza się w mo­dzie kobiecej począwszy od końca lat 70., ściśle wiązało się z prze­mia­na­mi obyczajowymi, którym towarzyszyło rozpowsze­chnienie się innej mody, a mianowicie na sport. Ciężkie, drapowane suknie utrudniały grę w coraz popularniejszego tenisa czy krokieta i właściwie uniemożliwiały jazdę na bicyklu, która wprawdzie u­cho­dzi­ła za kontrowersyjną, a nawet gorszącą, szybko jednak pod­bi­ła niewieście serca. Początkowo, jak pisze Szyller, projektanci strojów przedkładali w żurnalach mód rozwiązania pozorne, wprowadzając wprawdzie rozróżnienie na suknie „spacerowe”, „do podróży” czy „kostiumy do uprawiania łyżwiarstwa”, wszyst­kie jed­nak miały ten sam, wyposażony w turniurę fason, a różniły się między sobą np. deseniem (przykładowo kwiaty na materiale miały syg­na­li­zo­wać nastroje sielankowe i jako takie decydowały o tym, że dany model przeznaczony był na „wycieczki pod­miej­skie”). Sukniom towarzy­szyły malutkie, przekrzywione fan­ta­zyj­nie na bok kapelusiki, zdobne wstąż­kami i koronkami.

Tak więc pod koniec lat 70. turniura na pewien czas zanika (zas­tą­pio­na przez wysmuklającą sylwetkę suknię opiętą od stanika aż do połowy uda i przechodzącą w kaskadę poprzecznych fałd i falbanek), by wrócić na krótko do łask w połowie lat 80. i to w formie jeszcze bardziej niż dotąd przeładowanej. Szybko jednak wyparta zostaje przez wygodniejsze stroje o kształcie dzwonu. W ten sposób w modzie kobiecej zaznacza się wpływ secesji z jej upodobaniem do roślinnych motywów: ściśnięta w pasie i mocno rozkloszowana od wysokości kolan suknia kobieca przypomina odwrócony kielich kwiatu, a figura odzianej w nią damy zyskuje wijącą się na podobieństwo łodygi bluszczu linię: górą wygina się ku przodowi, dzięki podkreśleniu biustu luźnym, zbluzowanym stanikiem, zwęża się w talii, a następnie ponownie wykrzywia się od pośladków, tym razem jednak do tyłu. Opisywany efekt potęgowały kaskady żabotów, przewieszone przez szyje szale i boa, wysunięte ku przodowi kapelusze i wlokące się za elegantkami treny, przy czym te ostatnie znikają z żurnali już w latach 90. Na powrót modne stają się bufiaste rękawy, tak jak w latach 30. usztywniane za pomocą fiszbin.
Suknia secesyjnaSuknia secesyjna
Suknie secesyjne nadawały sylwetce kobiecej kształt litery S
(z zasobów portalu polona.pl)
Naturalna wiotkość sylwetki spowitej w lekką, swobodnie opa­da­ją­cą suknię była, jak podkreśla Możdżyńska-Nawrotka, złudzeniem: krępujący od lat ciało gorset stał się teraz wy­jąt­ko­wo niewygodny, nie tylko ścieśniając talię, ale i wyginając ją w pożądany kształt litery S, a stalowe usztywnienia kołnie­rzy, spiętrzone fryzury i ogromne kapelusze ograniczały dodatkowo swobodę ruchu głowy.

Początek XX w. przynosi dalsze uproszczenie kobiecych stro­jów. Tendencja ta jest wypadkową rosnącej aktywności fi­zycz­nej pań, jak i krytyki środowisk lekarskich wymierzonej w zwyczaj noszenia gorsetu. Podjęta przez medyków krucjata przeciwko gorsetowi by­ła w pełni uzasadniona: zwężając figurę w pasie do wymarzonej ta­lii osy ów „no­wo­żyt­ny pancerz”, jak określali go higieniści, de­for­mo­wał żebra, zaginając trzy najniższe ku środkowi ciała, zmie­niał poło­że­nie narządów wewnętrznych i, zmniejszając objętość klatki piersiowej, spłycał oddech, czego następstwem była skłon­ność ówczesnych dam do efektownych omdleń przy byle wzruszeniu. Na przełomie XIX i XX stulecia wprawdzie z gorsetu całkiem nie zrezygnowano, jednak zmienił on swoją formę, nie akcentując już tak talii, która teraz miała szerokość niemal równą miednicy, i sięgając aż po biodra i uda, które teraz miały być wąskie i szczupłe. Skrócony u góry, a wydłużony w dole korpusu gorset znacznie u­trud­niał siadanie, wymagał także noszenia osobnego biustonosza, nadawał jednak sylwetce pożądaną, prostą, wysmukłą formę, pod­kreś­lo­ną zwężonym dołem sukni i dopasowanymi ręka­wa­mi. Kon­tras­to­wa­ły z nią kapelusze o wielkich rondach, przybrane sztu­czny­mi kwiatami, wstążkami i piórami, które przypinano do fryzur długimi (do 40 cm) szpilkami o ozdobnych główkach. Popularnym z uwagi na swoją wygodę strojem pozostaje od lat 80. zapożyczony z mody męskiej wełniany kostium krawiecki (nazwany tak, po­nie­waż był szyty wyłącznie przez krawców męskich), złożony z długiej do ziemi spódnicy i wydłużającego się ku tyłowi żakietu, a czasem także kamizelki.

Hasło wygodnego ubioru nabiera znaczenia w latach I wojny światowej. Miejsca mężczyzn, którzy udali się na front, tak w biurach czy sklepach, jak i przy fabrycznych taśmach zajmują kobiety, które teraz potrzebują nie tyle szykownych, co praktycznych i komfortowych w noszeniu ubrań. Coraz więcej pań rezygnuje z gorsetów, wąskie i długie spódnice zastępowane są rozkloszowanymi i krótszymi, sięgającymi połowy łydki (nie oznacza to jednak by noszące je damy eksponowały nogi – te były bezpiecznie ukryte w wysokich, sznurowanych trzewikach), a fantazyjne kapelusze o szerokich rondach ustępują na rzecz osadzonych głęboko na głowie skromnych kapelusików czy czapeczek, znacznie dogodniejszych w środkach masowego transportu. Popularność zyskują swetry, początkowo noszone jako odzież sportowa, oraz luźne, przepasane nieco powyżej talii płaszcze o dużych kieszeniach.

I chociaż tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny żurnale ponownie lansują suknie modelujące i usztywniające ciało, kobiety, zakosztowawszy wygody, nie zamierzają do nich wrócić. Początek lat 20. to stroje luźne, wręcz obwisłe, o prostej linii zacierającej kontury sylwetki. Ulubioną kreacją Polek są wpierw kloszowe baskinki, doszywane poniżej linii biustu, później suknie typu robe de chemise naśladujące krojem koszule o kimonowych rękawach. W latach 20. chętnie nosi się też garsonki (z luźną bluzą, tzw. kasakiem, oraz plisowaną spódnicą) oraz kostiumy (żakiet z wąskimi klapami lub blezer bez kołnierza i spódnica). Wielką popularnością cieszą się futra, srebrne lisy, a także chusty z frędzlami i jedwabne, batikowe szale.

Moda lat 20.Moda lat 20.
Żurnalowe chłopczcyce z 1927 r. (z zasobów portalu polona.pl)
W tym okresie mocniej niż w latach wcześniejszych za­czy­na­ją wybrzmiewać hasła emancypacji kobiet. Jed­nym z re­zul­ta­tów tego trendu jest prawdziwa rewo­luc­ja w modzie dam­skiej, zapoczątkowana przez Coco Cha­nel pod wpływem po­wieś­ci Margueritte’a „Chłop­czy­ca”, a polegająca na re­zyg­na­cji z kobiecych kształ­tów na rzecz sylwetki typowo chło­pię­cej. Noszone wów­czas stroje spłaszczają więc figurę, która traci teraz biust (panie o krąglejszych kształtach ciasno owijają piersi pasem tkaniny lub zakładają gumowy gorset), i maskują talię ukrywając ją pod luźną suknią z paskiem opuszczonym do linii bioder. Fryzury także stają się po męsku krótkie, co z kolei – jak podaje Iwona Kienzler – jest zasługą sławnego paryskiego fryzjera polskiego pochodzenia – Antoine’a czyli Antoniego Cierplikowskiego, który wy­lan­so­wał bob, strzygąc w ten sposób aktorkę Èvę Lavallière do teatralnej roli Joanny d’Arc. Chłopczyca ma zatem włosy krótkie, ścięte po męsku z podgolonym tyłem, prze­dział­kiem z boku i zawiniętymi pejsami, lub – w wersji mniej szokującej – sięgające połowy szyi z prostą grzywką. Naj­częściej jest też brunetką (nieraz – z konieczności – far­bo­wa­ną). Wkładając kapelusz (wciąż nie do po­myś­le­nia jest by kobieta mogła pokazać się na ulicy bez nakrycia głowy) chłopczyca wybiera jeden z modnych obecnie kapelusików przypominających kask lub klosz, które zdobi jedynie nie­wiel­kie rondko, pojedyncze pióro, czasem sztuczny kwiat lub klamerka. Więcej – jest kobietą wyzwoloną: uprawia sport, sama cha­dza do kawiarni, śmiało sięga po szminkę, tusz do rzęs, lakier do paznokci, a nawet… papierosy, które – choć długo nie przestają budzić oburzenia moralistów – zyskują tymczasem elegancką oprawę w formie cygaretki. Nie na tym koniec. Oto w sezonie 1924-25 staje się rzecz niepojęta: kobieta po raz pierwszy odsłania łydkę, a w tańcu nawet kolano! Moda na tak skandalicznie krótkie spódniczki, zapoczątkowana przez tenisistkę Susan Lenglen, mającej zwyczaj występować na korcie w sukience do kolan, zyskała popularność dzięki niezaprzeczalnej wygodzie, jaką taki strój dawał w nowoczesnych, dynamicznych tańcach, które właśnie zaczęły podbijać Europę: fokstrotowi, charlestonowi czy quickstepowi.

Moda z roku 1936Moda z roku 1936
Propozycje strojów na rok 1936: suknie sportowe i kostiumy (grafika z zasobów portalu polona.pl)

W latach 30. do łask wraca kobieco zaokrąglona i wcięta w talii sylwetka, wciąż jednak wysmukła i wysoka. Panie nie spłaszczają już piersi, przeciwnie – uwydatniają je specjalnymi zaszewkami i odpowiednio wymodelowanymi miseczkami biustonoszy, a gorsety – w których XIX-wieczne fiszbiny i stalki zastąpione zostały wszytymi w materiał w strategicznych miejscach pasami gumy – wyszczuplają kibić. Ponętne blondynki z lokami utrefionymi w pukle i fale zajmują miejsce krótko- i prostowłosych brunetek, którym z kolei zakłady fryzjerskie oferują teraz możliwość farbowania i ondulowania włosów przy pomocy gorącej pary. Ku uciesze moralistów (i – co ciekawe – wielu mężczyzn, skarżących się na to, że moda na eksponowanie nóg czyni kobiece ciało zbyt dosłownym i banalnym, zostawiając mało pożywki dla wyobraźni) suknie wydłużają się teraz, kończąc się między kostką a połową łydki. Ubiory pozostają jednak wygodne: triumfy święci nieformalna „suknia na miasto” (zwana też sportową), o lekko poszerzanej spódnicy ściągniętej paskiem z ozdobną klamerką i rozpinanej do pasa górze, zwieńczonej małym kołnierzykiem. Powodzeniem, zwłaszcza w dobie kryzysu, cieszyły się także kombinacje bluzek i spódnic – oba elementy zestawu łatwo było „odzyskać” przerabiając schodzoną sukienkę. Wciąż modny kostium ma teraz jeden, obowiązujący powszechnie fason, nazywany kostiumem angielskim (bo też był masowo produkowany właśnie w Anglii): gładkiej, wąskiej spódnicy towarzyszy długi, jednorzędowy żakiet z wyłożonym kołnierzem i poszerzanymi ramionami. Wymaganym dodatkiem pozostaje kapelusz, wpierw jedynie odsłaniający czoło, a z czasem wycofujący się niemal na sam czubek głowy.

Ubiór męski z 1835 r.Ubiór męski z 1835 r.
Ubiory męskie z 1835 r.: z lewej frak, z prawej surdut
(z zasobów portalu polona.pl)
Podstawową różnicą między XIX-wieczną modą męską i dam­ską była uniformizacja i mniejsza podatność na zmia­ny tej pier­wszej. Bez względu na wykonywany zawód, sta­tus społeczny czy majątkowy mężczyźni nosili ubrania skrojone podług tych sa­mych fasonów (których wszakże, przynajmniej w pierwszej po­ło­wie stulecia, było praw­dzi­we zatrzęsienie). O przynależności do elity decydowały drobiazgi – znakomity krój poszczególnych ele­men­tów gar­de­roby, schludność ubioru (o pozycji mężczyzny świad­czy­ły wypucowane na błysk buty i czysta koszula), wreszcie nieuchwytna elegancja znamionująca wyrobiony smak i dos­ko­na­łe wychowanie. W dobrym tonie, jak stwierdza Małgorzata Możdżyńska-Nawrotka, było „podążanie za modą, ale bez prze­sa­dy i ostentacji”. Odstępstwa od tej reguły narażały ludzi „wyelegan­towanych” ponad stan na kpiny otoczenia.

Wymóg praktyczności i funkcjonalności męskiej garderoby de­cy­dował o tym, że jej metamorfozy na przestrzeni lat by­ły wol­niejsze i mniej spektakularne niż w przypadku dam­skich toalet. Nie znaczy to jednak, że męski ubiór nie ewo­lu­ował, jednak ewolucja ta – odmiennie niż w przypadku strojów kobiecych – wyznaczana była przez coraz silniej zaznaczające się dążenie do uczynienia odzieży wygodną w noszeniu. Stąd elementy gar­de­ro­by wcześniej uznawane za komfortowe, lecz nieformalne, w miarę upływu czasu znajdowały zastosowanie w coraz to bar­dziej uroczystych okazjach. W pierwszej połowie XIX stulecia tory przeobrażeń w modzie męskiej i damskiej biegły jeszcze równolegle. I tak ubiór męski lat 30. XIX w. odznaczał się, jak pisze Szyller, analogicznymi do kobiecego cechami: spadzistymi ramionami, bufiastymi rękawami, wciętą talią (którą uzyskiwano nosząc… gorsety) oraz optycznie poszerzonymi i zaokrąglonymi przez odpowiednio skrojone spodnie czy poły surduta biodrami. Do fraka, który przeważnie miał odcień granatowo-szafirowy, wkładano obowiązkowo jaśniejsze od niego spodnie, długie, wąskie i obciągnięte skórzanym strzemiączkiem przechodzącym pod podeszwą buta. W końcówce dekady spodnie te, coraz częściej kraciaste, zaczęto kroić bez paska, przez co zegarek, noszony dotąd w ich kieszonce, trzeba było przenieść do kamizelki. Innym novum jest zastąpienie w latach 40. klapy w spodniach za pomocą krytego, zapinanego na guziki rozporka.

KołnierzykKołnierzyk
Atrybuty eleganckiego mężczyzny: cylinder, wysoki kołnierzyk
i wytwornie zawiązany krawat (z zasobów portalu polona.pl)
Twarz golono gładko, zostawiając co najwyżej mały wąsik, baki lub bo­ko­brody. Na nich to opierał się modny już od lat 20. wy­soki, sztywny kołnierzyk, znacznie ograniczający ruchy głowy: uwię­zio­ny w nim delikwent chcąc spojrzeć w bok zmuszony był obracać cały korpus. Co gorsza, noszono do niego kło­pot­li­we w wiązaniu i ukła­daniu batystowe krawaty (pod tym ter­minem krył się w owym czasie rodzaj chustki) oraz jedwabne fulary, które panowie zmieniali nawet kilka razy dziennie. Mniej wyrobionym mężczyznom, którzy nie byli w stanie spro­stać temu wyzwaniu, pospieszyli z pomocą obrotni pro­du­cen­ci, oferując gotowe, uformowane już i zszyte na stałe do­datki, które wystarczyło zapiąć na szyi za pomocą klamerki. Mimo wszystkich tych niedogodności szanującym się dżentelmenom aż do końca lat 40. nie przychodziło do głowy rezygnować ani z krawatów ani ze sterczących, wykrochma­lonych kołnierzyków, stanowiły one bowiem atrybut porządnych, szanujących się obywateli. Miękkie, wykładane kołnierze znamio­nowały li­be­ral­ne przekonania, stąd no­si­li je wyłącznie romantyczni poeci, awangardowi artyści i rewolucyjna młodzież.

W modzie męskiej I połowy XIX wieku, jak podaje Gutkowska-Rychlewska, odcisnęły swoje piętno dwa wynalazki. Pierwszym były szelki sprężynowe, które, podobnie jak strzemiączka, gwarantowały nieskazitelną gładkość spodni. Efekt ten otrzymywano dzięki sprężynkom wszytym w zakończenia szelek i obciągniętym lekko zmarszczonym zamszem, jednak koszt elegancji były wysoki – nowinka nie należała do najwygodniejszych, bowiem uciskała barki i ciągnęła w dół ramiona. Drugi patent, szapoklak (fr. chapeau claque), czyli składany cylinder atłasowy, miał dłuższy od szelek sprężynowych żywot i jeszcze w latach 30. XX stulecia stanowił element stroju balowego. Długa moda na szapoklak dowodzi praktyczności tego prostego rozwiązania:
SzapoklakSzapoklak
Szapoklak wraz z pudełkiem, w którym się mieści po złożeniu
wcho­dzący do salonu elegancki mężczyzna obowiązany był zdjąć nakrycie głowy, z którym później – zwłaszcza przy wysokim cylindrze – nie miał co począć. Spłaszczany w naleśnik szapoklak można było wygodnie trzy­mać w ręce lub wsunąć pod pachę. Należy tu jednak zaznaczyć, że na grun­cie polskim cylinder nie miał dobrej prasy – symbol nieczułego na patriotyczne po­ry­wy światowca, pogardliwie nazywany rurą, narażał no­szą­cego go eleganta na szykany i rozliczne przykrości (jak zerwanie ka­pelusza lub roz­płasz­cze­nie go na głowie delikwenta), a w okresie żałoby narodowej, jak pisze Możdżyńska-Nawrotka, został wręcz zaka­za­ny przez Rząd Narodowy. Bo też trzeba zaznaczyć, że chociaż ogólne trendy w polskiej modzie były wyznaczane przez zagranicę – dla kobiet wy­rocz­nią był Paryż, dla mężczyzn Londyn – to obcych wzorów nie przyj­mo­wa­no powszechnie i całkowicie bez­kry­tycz­nie. Nowinki najchętniej pod­chwy­tywali bywali w świecie, młodzi kosmopolici, na których obyczaje utyskiwali starsi wiekiem tradycjonaliści. Zaznaczały się też w polskiej modzie tendencje rodzime, której najlepszym przykładem jest utrzy­my­wanie się przez całe XIX stulecie i aż po wiek XX, szczególnie w środowiskach ziemiańskich, jako ubioru uroczystego, stano­wią­cego symbol tożsamości narodowej, swoistego kostiumu historycznego, na który składały się: kontusz, żupan przepasany jed­wab­nym pasem, konfederatka i wysokie buty.

W połowie XIX wieku drogi mody męskiej i damskiej definitywnie się rozchodzą. Podczas gdy żurnale każą kobietom borykać się z krynolinami i turniurami, ubrania męskie stają się coraz wygodniejsze i praktyczniejsze: znikają watowane ramiona, wcięta talia, wąskie rękawy, strój staje się luźniejszy, a w latach 60. wręcz workowaty w kroju rękawów i nogawek. Na co dzień mężczyźni nosili czarne lub brązowe surduty, czyli długie, dwurzędowe, odcinane w talii marynarki, lub ich krótszą odmianę o zaokrąglonych połach – tużurki. Frak zakładano już tylko na bale i inne uroczystości, przy czym fantazyjne kolory, np. butelkowy czy szafirowy, zarezerwowane były do ślubu. Ciemny strój ożywiały barwne kamizelki, których szanujący się dżentelmen miał pokaźną liczbę – jak pisze Elżbieta Kowecka niezbędne minimum stanowiła kamizelka biała na niedzielę, błękitna na ponie­dzia­łek, ciemnozielona na wtorek, popielata na środę, pąsowa na czwartek, czarna na piątek, żółta na sobotę, a do tańca – czarna z pąsową wypustką. Trzeba jednak podkreślić, że dbający o prezencję mężczyzna nie mógł ograniczyć się tylko do szerokiego zestawu różnobarwnych kamizelek. Połowa XIX wieku to, jak pisze Lilianna Nalewajska, okres szybkich przemian w życiu gospodarczym i społecznym, które pociągają za sobą zmiany w stylu życia: doba pokawałkowana zostaje na ściśle określone wycinki czasu, które przeznacza się na konkretne zajęcia czy rozrywki. Zajęciom tym i porom dnia podporządkowany zostaje ubiór – mężczyzna winien zatem odmiennie odziewać się rano, popołudniu i wieczorem, mieć strój domowy, nieformalny i wizytowy, dalej: osobne ubranie do jazdy konnej, rannej przechadzki czy polowania itd. Krzyżowanie tych kategorii powodowało, że odmienne stroje obowiązywały jako ubiór domowy na wsi czy ranne ubranie do wód.

Męskie ubiory z połowy XIX w.Męskie ubiory z połowy XIX w.
Żurnalowe ubiory męskie z połowy XIX w. (grafika z zasobów portalu polona.pl)

Lata 70. na nowo dodają męskiej sylwetce smukłości, zwężając rękawy i nogawki. Z mody wychodzą barwne kamizelki, tużurki szyje się teraz z wełny lub tweedu i nosi wraz ze spodniami i kamizelką z tej samej tkaniny. Nowością drugiej połowy XIX stulecia jest trzyczęściowy garnitur, którego każdy element szyty jest teraz – w przeciwieństwie do wcześniej obowiązujących trendów – z tego samego materiału i w tym samym kolorze. Stanowiąca składową garnituru marynarka szybko staje się nieodzowną częścią męskiej garderoby, stopniowo wypierając z niej tużurek, zaś filcowy melonik coraz częściej zastępuje cylinder, jakkolwiek ten ostatni nadal stanowi obowiązkowy element stroju formalnego wraz z żakietem, rękawiczkami i sztuczkowymi spodniami. Ozdobą stroju, świadczącą o dobrym smaku noszącego go mężczyzny, była dewizka zegarka, spinki do mankietów, chustka do nosa, laseczka, czasem fajka, niekiedy monokl lub binokle. W latach 90. leżące kołnierzyki i płaskie krawaty, charakterystyczne dla lat 80., zastąpione zostają przez krochmalone na sztywno kołnierze, sterczące na niebotyczną, bo dochodzącą nieraz do 10 cm, wysokość. Panom, których nie stać było na zmienianie koszuli co najmniej dwa razy w ciągu dnia, z odsieczą pospieszył przemysł, oferując wymienne kołnierzyki i mankiety wykonane z celuloidu, które w przypadku zabrudzenia wystarczało przetrzeć wilgotną szmatką.

Sportowy ubiór męski z 1935 r.Sportowy ubiór męski z 1935 r.
Międzywojenne ubrania sportowe (z serwisu polona.pl)
Dopinane kołnierzyki z celuloidu utrzymały się aż do lat 20. XX w. (w końcówce których pojawiły się koszule szyte razem z kołnierzykami), bo też podobnie jak w poprzednich dekadach przedwojenna moda męska nie zmieniała się tak szybko i radykalnie jak kobieca. Surduty wprawdzie zdążyły całkiem wyjść z użycia, nadal jednak noszono fraki (na bardzo uroczyste okazje), żakiety ze sztuczkowymi spod­nia­mi (jako strój for­mal­ny) oraz trzyczęściowe garnitury (na co dzień). No­woś­cią, początkowo nie­zbyt dobrze przyjmowaną w Polsce, był smoking, który zakładano na wieczorowe, nieoficjalne spotkania towarzyskie lub dansingi. Oczywiście zmienił się nieco krój poszczególnych elementów męskiej garderoby, np. spodnie zyskały mankiety i zaprasowane kanty, miejsce wysokich trze­wików zajęły buty płytkie i sznurowane, odsłaniające skarpetki o dys­kret­nym wzorku, krótkie krawaty z początku lat 20. w miarę upływu czasu ulegały wydłużeniu itd., były to jednak przeobrażenia – w zestawieniu z przemianami fasonów kobiecych sukien – dyskretne. Moda, ewoluująca w stronę ubrań komfortowych w nosze­niu, zez­wo­li­ła panom na rezygnację z kamizelki w upalne dni, co oznaczało konieczność przełożenia zegarka do wewnętrznej kieszeni marynarki lub do kieszonki na przodzie spodni. W pierwszym wypadku dewizka zakończona była guzikiem przypinanym do butonierki, w drugim – szlufką zaczepianą o pasek. Jednocześnie przychylność zyskiwały sobie praktyczne w noszeniu zegarki na rękę, które wynaleziono na potrzeby brytyjskich oficerów w czasie I wojny światowej. Rosnąca popularność aktywności fizycznej zrodziła specjalny ubiór sportowy, na który składała się tweedowa marynarka lub sweter, krótkie do kolan spodnie-pumpy i wełniane podkolanówki z deseniem w kratę lub w zachodzące na siebie romby. Na gładko zaczesane i nabłyszczone brylantyną włosy nakładano kapelusze o mniej formalnym niż dotąd fasonie: w chłodniejsze dni filcowe homburgi z niewielkim, podwiniętym rondem i charakterystycznie załamaną główką, zimą – ciągle modne meloniki lub czapki futrzane, latem – panamy z południowoamerykańskiej słomki, a do odzieży sportowej – kaszkiety.

W XIX-wiecznych średniozamożnych i ubogich dworach z rzadka tylko decydowano się na specjalnie ubranka dla dzieci szyte z delikatnej tkaniny, zdobione haftem czy koronkami. Ubrania takie przeznaczone były na wyjątkowe okazje, podobnie jak pięknie wyszywane czepki, które zdobiły główki niemowląt,
Ubranie chłopięce z 1840 r.Ubranie chłopięce z 1840 r.
Od lat 40. XIX w. odzież dziecięca staje się kalką ubrań dorosłych
(z zasobów portalu polona.pl)
a do których – jako do części garderoby najbardziej wyeksponowanej – przykładano szcze­gól­ną wagę jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Na co dzień zadowalano się z reguły prostymi ubiorami wykonywanymi własnym sumptem – dzierganymi na drutach czy – najczęściej – wykrojonymi z wyprawnych, matczynych sukien. Zwyczaj szycia dziecięcej odzieży z wyprawnej bielizny matki brał się nie tylko z oszczędności, ale także z przekonania, że w takich sukienkach dziecko najlepiej się chowa. Aż po początek XX w. przeważały ubiory proste, które do czwartego, piątego roku życia, a czasami i dłużej, przybierały postać skromnych, luźnych sukienek, w które odziewano zarówno chłopców jak i dziewczynki: „Dziecinne su­kien­ki prawie zawsze w domu robione czasem naj­nie­zgrab­niej leżą, kiedy forma trudna do naśladowania; bluza paskiem prze­pię­ta, choć w domu zrobiona najlepiej ubiera (...). Bluzy krój łatwy, — wygodny i zgrabny; alebym nierada, aby z kosztownych materyi robione były. Aksamit i w ogólności jedwabne materye, któremi niektóre młode matki dzieci swe zdobią, nie są wcale przydatne dla nich. Co za męka dla młodej istoty gdy niemoże się ruszyć, ni biegać, ni walać się po ziemi, dla tej ślicznej, fantazyjnej sukienki!” pisała Nakwaska. Od­święt­ne ubiory dziecięce naśladowały stroje rodziców – wojskowe czy na­ro­do­we (jak miniaturowe kontusze) w przypadku chłopców i niewieście suknie w wypadku dziewcząt. W I połowie XIX w. ubranie dorosłej kobiety różniło się od wyjściowego stroju dziewczynki właściwie tylko długością: sukienka dziewczęcia, które nie zostało jeszcze wprowadzone w towarzystwo, tj. do ok. 15 roku życia, sięgała nie ziemi lecz kolan, odsłaniając pantalony obszyte wąską koronką, gdy wkładano je do sukni codziennej, lub ukraszone falbankami, wstawkami, zakładeczkami przy sukienkach przeznaczonych na okazje bardziej uroczyste. Szyto ją z gazy, muślinu lub tiulu w jasnych kolorach, odpowiednich dla skromnej panienki. Chłopców z kolei, aż do lat 30., jak podaje Witold Molik, odziewano w krótkie do pasa kaftaniki jedwabne lub wełniane o zwężających się rękawach.

Dziecięce ubiory z połowy XIX w.Dziecięce ubiory z połowy XIX w.
Dziecięce stroje z połowy XIX w. (grafika z zasobów portalu polona.pl)

Dbałość o wygodę i swobodę dziecięcego stroju, jaka pod wpływem mody angielskiej zaznaczyła się na przełomie XVIII i XIX stulecia, stopniowo odchodziła w niepamięć. Od lat 40. XIX w. odzież dziecięca na powrót staje się kopią ubrań osób dorosłych, wprawdzie nie tak dokładną jak w końcu wieku XVIII, ale jednak mało komfortową i krępującą ruchy. I chociaż, jak już wspomniano, zwyczaj odziewania 5-6-letnich malców bez względu na płeć w luźne sukienki utrzymywał się długo, konkurencję dlań w połowie XIX w. stanowił nowy trend, czyniący z małych, a tym bardziej starszych dzieci miniatury dorosłych. Chłopców ubierano zatem już nie tylko w krótkie spodnie i kaftaniki o rękawach trzy czwarte, sięgające teraz połowy bioder, ale także we fraki i surduty, dbając przy tym o stosowną fryzurę i uzupełnienie stroju o niezbędne akcesoria (rękawiczki, laseczkę, kapelusz), zaś kilkuletnim dziewczynkom w latach 60. zakładano kopiaste sukienki przywodzące swym kształtem na myśl krynoliny. Świadectwem tej długo utrzymującej się tendencji niech będzie zamieszczona w cytowanym przez Ewę Szyller numerze czasopisma „Bluszcz” z 1884 r. propozycja uproszczonego gorsetu „dla panienek od 7 do 9 lat”. Aż do I wojny światowej moda dziecięca szła krok w krok za modą damską i męską, stanowiąc mniej lub bardziej wierne ich odbicie.
Zofia Grabowska z córkamiZofia Grabowska z córkami
Zofia Grabowska z córkami. Lata międzywojenne.
(fot. udostępniona przez Kazimierza Bąka)
Tym samym dziecięce ubrania w znaczącym stopniu odzwierciedlały status majątkowy i aspiracje ro­dzi­ców, choć nie zawsze było to regułą. Nieraz w bardzo majętnych ro­dzi­nach pro­gramowo ubierano dzieci i młodzież w stroje znoszone czy od daw­na nie­mod­ne, w przekonaniu, że w ten sposób wyrabia się w dzieciach cnoty skrom­ności, umiaru i oszczędności. Przytaczana przez Annę Pachocką au­tor­ka poradników Lucyna Mieroszowska tak ko­men­to­wa­ła tę wcale nierzadką XIX-wieczną strategię wychowawczą: „Pojmuję troskliwość wielu świę­to­bli­wych matek, obawiających się staranniejszego ubrania i powstającej z niego próżności dla dzieci, lecz śmiem się tu odezwać zdaniem (…), że upokarzanie i poniżanie dzieci, bronienie im stroju i zabawy więcej w nich miłości do rze­czy świa­to­wych i pychy podnieca, niż staranne a nawet zbytkowne ubranie”.

W dwudziestoleciu międzywojennym ubrania dziecięce wreszcie za­czę­to dostosowywać do potrzeb rozwijających się organizmów. Jak podaje Anna Sieradzka do szkoły chłopców odziewano w ciemną kurtkę lub marynarkę, pod którą zakładano białą koszulę z wy­kła­da­nym kołnierzem, a w zimniejsze dni także wełnianą kamizelkę bądź sweter, oraz spodnie do kolan, które w zimie miały fason pump. Noszono do nich podkolanówki i wysokie trzewiki. O przynależności do szkoły informował fason i kolor czapki z daszkiem oraz przyszyta do rękawa tarcza. Ubiór wakacyjny niewiele różnił się od szkol­ne­go – materiały były lżejsze i bardziej przewiewne, można też było zrzucić trzewiki i biegać boso lub w sandałkach. Uczęszczające do szkół dziewczęta obowiązywał mundurek, ściśle określony w regulaminie placówki, często nawiązujący krojem do mundurku marynarskiego. Ten ostatni pozostawał zresztą przez długi czas, bo od II poł. XIX w. aż po lata 30. XX w., popularnym strojem tak dla chłopców jak i dziewczynek; składały się na niego – odpowiednio – krótkie spodenki lub plisowana spódniczka oraz bluza z wykładanym kołnierzem, utrzymane obowiązkowo w barwach bieli i granatu, czasem zestawianych ze sobą kontrastowo. Poza szkołą dziewczęta nosiły proste sukienki – jasne latem i ciemne zimą – albo spódniczki, do których zakładano luźne bluzki i sweterki. Funkcję nakrycia głowy pełnił zazwyczaj filcowy beret lub dzianinowa czapka.

Bibliografia:
Gutkowska-Rychlewska, M. (1968) Historia ubiorów. Wrocław – Warszawa – Kraków: Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich
Kienzler, I. (2014) Moda. Dwudziestolecie międzywojenne, tom 27. Warszawa: Bellona i Edipresse
Kowecka, E. (2008) W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX w. Poznań: Zysk i S-ka
Łozińska, M. (2010) W ziemiańskim dworze. Codzienność, obyczaj, święta, zabawy. Warszawa: PWN
Molik, W. (1999) Życie codzienne ziemiaństwa w Wielkopolsce w XIX i na początku XX wieku. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie
Możdżyńska-Nawrotka, M. (2002) O modach i strojach. Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie
Nakwaska, K. (1843) Dwór wiejski. Dzieło poświęcone gospodyniom polskim, przydatne i osobom w mieście mieszkającym. Przerobione z francuzkiego pani Aglaë Adanson z wielu dodatkami i zupełnem zastosowaniem do naszych obyczajów i potrzeb, przez Karolinę z Potockich Nakwaską, w 3 Tomach. Poznań: Księgarnia Nowa
Nalewajska, L. (2010) Moda męska w XIX i na początku XX wieku. Warszawa: Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego
Pachocka, A. (2009) Dzieciństwo we dworze szlacheckim w I połowie XIX wieku. Kraków: Avalon
Sieradzka, A. (2013) Moda w przedwojennej Polsce. Warszawa: PWN
Szyller, E. (1961) Historia ubiorów. Warszawa: Państwowe Wydawnictwa Szkolenia Zawodowego
Projekt, wykonanie, teksty i zdjęcia (jeśli nie zaznaczono inaczej) © Anna Stypuła
Wszystkie prawa zastrzeżone