Administrator przy pracyAdministrator przy pracy
Ostatni administrator majatku Lasochów przy pracy
(fot. z albumu rodzinnego Tadeusza Kowańskiego)
Mitem jest, jakoby ziemianie prowadzili życie próż­niacze. Zarówno pan, jak i pani domu mieli swoje zadania, których wykonywanie pochłania­ło lwią część ich czasu i wiązało się z dużą od­powiedzialnością. Na mężczyźnie spoczywała konieczność zarządzania majątkiem, przy czym zakres jego obowiązków różnił się zależnie od wielkości dóbr, nad którymi sprawo­wał pieczę. Przed uwłaszczeniem chłopów (i – gwoli prawdy – długo po nim) regułą było, że właściciel kilku majątków pozostawiał sobie do zarządu jeden, w którym aktualnie mieszkał, pozostałe zaś od­da­wał w dzierżawę. Zniesienie pańszczyzny, prze­kształ­ca­jąc dobra feudalne w bez mała ka­pi­ta­lis­ty­czne przed­się­bior­stwa, całkowicie zmie­niło spo­sób gos­po­da­ro­wa­nia, nie tylko pozbawiając fol­wark darmowej siły roboczej, ale dodatkowo wymuszając zwiększenie li­czeb­no­ści inwentarza (zwłaszcza zaś koni i wołów wykorzystywanych w robotach polowych, do tej pory bowiem chłopi obrabiali pańskie grunty własnym sprzężajem) czy inwestycje w zakup nowoczesnych narzędzi rolniczych i modernizację budynków. Zdobycie środków na ten cel wymagało zaciągnięcia ogromnych nieraz pożyczek zwykle pod hipotekę majątku, których niemożność spłaty oznaczała dla ziemianina przepadek dóbr należących często do rodziny od pokoleń, a w dalszej kolejności konieczność zmiany miejsca zamieszkania ze wsi na miasto, w ostateczności zaś poszukiwanie schronienia w charakterze rezydenta u bardziej przedsiębiorczych krewnych. Adaptację do zmieniających się warunków utrudniały stare nawyki i anachroniczne w nowej rzeczywistości zapatrywania nie tylko samych właścicieli, ale i podległych im zarządców i ekonomów, którym z trudem przychodziło porzucić dawny sposób gospodarowania. W przeświadczeniu o przewadze tradycyjnych metod uprawy roślin czy hodowli zwierząt utwierdzały ich nieudane eksperymenty idących z duchem czasu sąsiadów, którzy wprowadzając innowacje opierali się na jedynie na wiedzy podręcznikowej, niedostosowanej do specyfiki konkretnych warunków środowiskowych czy komunikacyjnych. Z kolei świadomi doniosłości dokonujących się przeobrażeń obywatele ziemscy posyłali swych synów na uczelnie rolnicze, w nadziei, że renomowane studia i późniejsza praktyka w najlepiej zarządzanych dobrach zapewni ich dzieciom w przyszłości stabilizację i dobrobyt, a samemu gospodarstwu – dalszy rozkwit. Coraz częściej dochodzono do przekonania, że oddawanie majątku w dzierżawę przynosi jedynie szkody, bowiem wielu dzierżawców eksploatowało po­wie­rzo­ne im mienie w sposób rabunkowy, często zalegając z opłatami, nie dotrzymując warunków kontraktu, a nawet doprowadzając folwarczne budynki do ruiny. W takich okolicznościach, jak pisze Witold Molik, przedstawiciele towarzystw rolniczych i czasopisma fachowe zalecały wydzierżawianie folwarków od razu na kilkanaście lat, tak, by dzierżawcy opłacało się planować długofalowe inwestycje, i to jedynie w dużych dobrach, nad którymi sam właściciel nie był w stanie sprawować kontroli, albo takich, gdzie obywatel ziemski nie znajdował w sobie rolniczej pasji, przedkładając nad hipotetyczne zyski, wymagające ogromnego nakładu pracy i niemałej wiedzy, mniejszy dochód z dzierżawy.

W dwu­dziesto­leciu międzywojennym, kiedy zmiany społeczno-ekonomiczne dopro­wadziły do ostatecznego przekształcenia dóbr ziemskich w rządzące się kapitalistycznymi regułami przedsiębior­stwa, pozycja właściciela majątku uległa dalszym prze­ob­ra­że­niom. W przypadku średniego gospodarstwa nie były one tak widoczne: ziemianin nadal sam zajmował się wszystkimi for­mal­noś­cia­mi i osobiście nadzorował postęp prac w polu oraz budynkach gospodarczych, mając do pomocy rządcę i służbę folwarczną. Z kolei dobra liczące sobie nie kilkaset, lecz kilka tysięcy hektarów wymagały już wprowadzenia zhierarchizowanej administracji, kierownictwo zaś często powierzano sprawdzonemu i sowicie wynagradzanemu zarządcy. W każdym wypadku do właściciela ziemi należała ostateczna decyzja o kierunku planowanych inwestycji, wymagająca uwzględnienia szeregu czynników odpowiedzialnych za sukces lub niepowodzenie przedsięwzięcia, od którego, jak pamiętamy, zależał los majątku i jego właścicieli. Przykładowo, jak podaje Witold Molik, przy układaniu płodozmianu należało wziąć pod uwagę uwarunkowania rolnicze (jak warunki klimatyczne czy rodzaj gleby, w tym także stopień jej zachwaszczenia, zawilgocenia i zanieczyszczenia kamieniami) i ekonomiczne (przewidywany popyt na określone ziemiopłody i warunki ich zbytu np. odległości dzielące majątek od miast, stan wiodących doń dróg, koszt sprowadzenia nasion dobrego gatunku, aktualną cenę nawozów sztucznych itp.). Określenie przeznaczenia gruntów pod uprawę poszczególnych gatunków roślin pociągało za sobą z kolei przygotowanie planu prac na każdą porę roku, a w jego ramach wyznaczenie porządku robót dziennych. Nie inaczej było w przypadku planowania hodowli zwierząt (np. bydła rasowego, owiec czy trzody chlewnej) albo inwestycji przemysłowych jak budowa gorzelni, tartaku bądź mleczarni, trzeba bowiem pamiętać, że większość majątków prowadziła zróżnicowaną działalność gospodarczą, gdzie bardziej intratne gałęzie gospodarki pozwalały utrzymać się na powierzchni w chwili, gdy zawodziły – na skutek złej koniunktury, zarazy czy nieurodzaju – inne.

Gospodarny ziemianin miał w zwyczaju wstawać wcześnie rano – ok. godziny piątej lub szóstej, by jeszcze przed śniadaniem, przypadającym między ósmą a dziewiątą, obejść budynki gospodarcze i podwórze, rozdzielić zadania, wreszcie – linijką lub bryczką, rzadziej konno – objechać pola, ustalając z nadzorcami przebieg prac polowych i kontrolując dotychczasowe postępy robót oraz stan maszyn. Po śniadaniu gospodarz udawał się do kancelarii, gdzie omawiał z oficjalistami zakończone prace gospodarskie (w tym dostrzeżone w ich przebiegu nieprawidłowości czy nasuwające się wnioski) i wydawał dyspozycje na dzień następny; przyjmował interesantów, w tym robotników folwarcznych zgłaszających się doń w sprawach osobistych i chłopów, proszących o radę bądź pomoc; prowadził dokumentację produkcji rolnej i hodowlanej; doglądał prowadzenia ksiąg dochodu i rozchodu (choć jeszcze w okresie międzywojennym zdarzali się obywatele ziemscy kompletnie nie znający się na księgowości); kontrolował i zatwierdzał rachunki; składał listowne zamówienia na nawozy sztuczne, nasiona, węgiel czy części do maszyn; wreszcie prowadził korespondencję – tak służbową jak i osobistą. Tylko w okresie zaawansowanych prac polowych – żniw czy wykopków – dziedzic także i po śniadaniu ruszał w pole. Gospodarskie formalności zajmowały panu domu resztę dnia, aż do wieczora, który zarezerwowany był dla domowych rozrywek, choć w przypadku szczególnie aktywnych właścicieli ziemskich, dzielących czas między zarządzanie majątkiem i działalność publiczną, nierzadko przeciągały się aż do późnych godzin nocnych. Oczywiście zaprezentowany powyżej rozkład dnia jest jedynie przykładem, nie powszechnie obowiązującą regułą: w niektórych domach dziedzic przed śniadaniem jedynie doglądał prac na podwórzu gospodarskim, a w pole wyjeżdżał dopiero po posiłku. Byli tacy, którzy objeżdżali włości trzykrotnie w ciągu dnia, i inni, którzy mogąc polegać na sprawdzonych pracownikach folwarcznej administracji, w mniejszym stopniu angażowali się w sprawy gospodarskie, poświęcając czas na inne zajęcia, jak choćby ulubiona lektura czy nauka synów, ale także działalność społecznikowska bądź polityczna. Nie można bowiem zapominać, że środowisko ziemiańskie – z racji wykształcenia i pozycji społecznej – było naturalnym rezerwuarem lokalnych liderów. To właśnie z inicjatywy obywateli ziemskich tak w XIX jak i w XX w. powstawały wiejskie szkoły, domy ludowe czy miejscowe oddziały straży pożarnej. Przedstawiciele ziemiaństwa zakładali też kółka i towarzystwa rolnicze, powoływali do życia kasy zapomogowo-pożyczkowe, wreszcie działali jako członkowie samorządów lokalnych, rad nadzorczych i zarządów różnego rodzaju gminnych i powiatowych, a bywało że i wojewódzkich instytucji czy spółdzielni.

CzytającaCzytająca
Kobieta czytająca książkę, 1914 r. (fot. z albumu rodzinnego Świackich z Bielicy, polona.pl)
Rola kobiety była niemniej ważna, w nie­któ­rych zaś przy­pad­kach wręcz klu­czo­wa, wte­dy mia­no­wi­cie, gdy męż­czy­zna, peł­niąc nie­raz róż­no­ra­kie fun­kcje spo­łe­czne i bę­dąc w ciąg­łych roz­jaz­dach, z rzad­ka tyl­ko za­glą­dał do ro­dzin­ne­go do­mu. Rzecz jas­na, tak jak w przy­pad­ku zie­mian zda­rza­li się o­bok gos­po­dar­nych przed­się­bior­ców lu­dzie nie­od­po­wie­dzial­ni, le­ni­wi lub roz­rzut­ni, tak i wśród zie­mia­nek moż­na by­ło spot­kać skrzę­tne gos­po­dy­nie osz­czę­dza­ją­ce każ­dy grosz, jak i nie­chęt­ne do­mo­wym za­ję­ciom da­my, tęsk­nią­ce na wiej­skim od­lu­dziu za tęt­nią­cym w mias­tach ży­ciem to­wa­rzys­kim i szu­ka­ją­ce po­cie­chy w mod­nych ro­man­sach. Wed­ług Wi­tol­da Mo­li­ka tych dru­gich jesz­cze w pierw­szej po­ło­wie XIX w. by­ło zde­cy­do­wa­nie więcej, czemu zresztą sprzyjał ówczesny model wychowania dziewcząt, kładący nacisk na salonowe maniery i umiejętność swobodnej konwersacji w języku francuskim, a nie na umiejętności przykładnej pani domu. Na przestrzeni lat i pod presją zmieniających się warunków społeczno-ekonomicznych zaangażowanych w gospodarcze zajęcia ziemianek stopniowo przybywało. Do powinności sumiennej gospodyni należało: wychowanie, a w niektórych przypadkach także nauczanie dzieci; nadzorowanie i kierowanie pracą służby domowej; doglądanie prac kuchennych (w których pani domu z rzadka jedynie brała udział, aczkolwiek jej obecność, zwłaszcza w mniej zamożnych majątkach, była nieodzowna gdy chodziło o ustalanie codziennego menu, wydawanie produktów koniecznych do przygotowania posiłków z zamykanej na klucz spiżarni, o której zasobność także ziemianka dbać musiała, dalej: planowanie zakupów artykułów spożywczych i przemysłowych w mieście, prowadzenie rachunków, wreszcie organizację przyjęć czy świąt); baczenie na mleczarnię, pasieki i kurniki (hodowla drobiu w XIX w. powoli zaczynała nabierać znaczenia jako źródło dodatkowego dochodu i nierzadkie były przypadki ziemianek, które specjalizowały się w tej dziedzinie, a nawet wprowadzały innowacje w rodzaju inkubatorów ogrzewanych lampami naftowymi); wreszcie sprawowanie pieczy nad przebiegiem prac w warzywniaku czy ogrodzie spacerowym, który co ambitniejsze damy, zwłaszcza zaś te pozbawione fachowej pomocy, urządzały samodzielnie, posiłkując się jedynie radami zaczerpniętymi ze specjalistycznych czasopism czy podręczników poświęconych sztuce ogrodowej. Dobrze widziane było, by dziedziczka roztaczała opiekę nad rodzinami folwarcznych robotników, niosła pomoc w chorobie okolicznym chłopom czy nauczała włościańskie dzieci. Ważną sferą obowiązków domowych było także udzielanie się w pracach społecznych oraz utrzymywanie stosunków towarzyskich (jak prowadzenie obszernej korespondencji, urządzanie przyjęć i rodzinnych uroczystości, wreszcie – dbanie o komfort gości, którymi dwór wypełniał się przy okazji świąt czy wakacji). Podawany przez Mieczysława Markowskiego w ślad za „Ziemianką Polską” z przełomu lat 20. i 30. XX w. rozkład zajęć pani domu wyglądał następująco:

  • 7 - 8 pobudka (przy czym zalecano by od czasu do czasu, celem skontrolowania służby, wstawać wcześniej, już o 4-5 rano); ogólna lustracja dworu, przebiegu prac porządkowych w domu i ogrodzie, wydanie produktów potrzebnych do przygotowania śniadania i obiadu
  • 8:30 śniadanie
  • 9-12 praca w ogrodzie i doglądanie prac w gospodarstwie
  • 12-13 obiad, na który pani domu schodziła w zmienionym stroju
  • 13-14 czas poświęcony na lekturę prasy, robótki ręczne, omawianie ważnych kwestii
  • 14-16 prace społecznikowskie, prowadzenie korespondencji i rachunków, lustracja gospodarstwa i ogrodu, wydawanie produktów na podwieczorek i kolację
  • 17-20 podwieczorek, po którym pani domu, najlepiej w towarzystwie męża, udawała się na przechadzkę lub przejażdżkę w pole bądź do lasu; ponowny przegląd postępu prac gospodarskich, wydanie dyspozycji dotyczących menu na dzień następny
  • 20-22 kolacja, lektura książek i prasy, drobne robótki ręczne, słuchanie muzyki bądź radia

Oczywiście, w zależności od pory roku, rozkład zajęć ulegał modyfikacji: wiele czasu i trudu kosztowało choćby zgromadzenie zapasów na zimę, przegląd odzieży czy sprzętu domowego, przygotowanie świąt bożonarodzeniowych i wielkanocnych, nie wspominając już o urządzaniu mniej wystawnych przyjęć np. z okazji imienin członków rodziny. W zimie, gdy nie było żadnych ważnych prac gospodarskich wymagających starannego baczenia, przychodził czas na życie towarzyskie: odwiedziny krewnych i znajomych w miastach, przyjmowanie wizyt, organizowanie przyjęć i bali. W zamożniejszych domach zimy spędzano na zagranicznych wojażach lub bawiąc się w mieście.

Bibliografia:
Kałwa, D. (2005) Polska doby rozbiorów i międzywojenna. W: A. Chwalba (red.) Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych. Warszawa: PWN, ss. 221-336
Markowski, M.B. (1993) Obywatele ziemscy w województwie kieleckim 1918-1939. Kielce: Kieleckie Towarzystwo Naukowe
Molik, W. (1999) Życie codzienne ziemiaństwa w Wielkopolsce w XIX i na początku XX wieku. Kultura materialna. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie
Renz, R. (2003) Życie codzienne ziemianek na Kielecczyźnie w okresie międzywojennym. W: Dwór – wieś – plebania na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Kielce: Wyd. Akademii Świętokrzyskiej, ss. 51-53
Schrimer, M.K. (2012) Dwory i dworki w II Rzeczpospolitej. Warszawa: Wyd. SBM
Żenkiewicz, J. (2008) Dwór polski i jego otoczenie. Kresy Północno-Wschodnie. Toruń: wyd. Adam Marszałek
Projekt, wykonanie, teksty i zdjęcia (jeśli nie zaznaczono inaczej) © Anna Stypuła
Wszystkie prawa zastrzeżone