Umiejętność obróbki drewna, zwłaszcza w wieku XIX, była nieodzowna dla każdego włościanina. Wiele przedmiotów codziennego użytku wykonywanych było własnym sumptem – począwszy od sochy a skończywszy na prostych stołkach czy ławach, sta­no­wią­cych wyposażenie chłopskiej izby. Dopiero tam, gdzie potrzeba było bardziej wyrafinowanych narzędzi i zaawansowanego warsztatu, decydowano się na zakup przedmiotu na targu, jarmarku, u przejezdnego kramarza czy mieszkającego we wsi rzemieślnika: bednarza, kołodzieja czy stolarza. „Wszystkie te rzemiosła – pisał Fischer – przeważnie zatrudniają nasz lud przy głównych zajęciach rolniczych. W niektórych wypadkach tylko następuje już zupełnie zawodowe uprawianie tych rzemiosł. Przeważnie jednak każdy prawie gospodarz ma najważniejsze z wyżej wymienionych narzędzi bednarskich, stolarskich, ciesielskich i kołodziejskich i sam sobie potrafi nie tylko zbudować chałupę, ale i zaopatrzyć ją w sprzęty oraz w najważniejsze narzędzia i naczynia gospodarskie.”

Wyroby bednarzaWyroby bednarza
Wyroby bednarskie, pierwsza z prawej maselnica
Fischer skrupulatnie wymienia narzędzia potrzebne do uprawiania każdego z wyżej wyszczególnionych rzemiosł. I tak bednarz, trudniący się wyrobem na­czyń drewnianych, zbitych z klepek i wzmocnionych za pomocą obręczy (daw­niej z łyka, potem żelaznych) jak beczki, dzieże, kadzie, maselnice, wiadra, cebrzyki i fasy, używał „następujących na­rzę­dzi: kobylica, siekierka, ośnik krzywy i prosty, piłka, heble, pocięgiel, pobijacz, zaciór (t.j. piłka, wetknięta pionowo w trzonek do wycinania rowków), cyrkiel, warsztat i dłutka”. Jak pisze Orynżyna, materiał po­trze­bny do przygotowania klepek zwożono zimą, kiedy śnieg ułatwiał transport. Zwiezione drzewo – zwłaszcza miękkie, jak sos­nowe – wy­ma­ga­ło natychmiastowej obróbki. W Polsce międzywojennej nad przy­go­towaniem klepek pracowała cała rodzina bednarza, tnąc, obciosując, strugając i heblując drewno. Gotowe klepki trzeba było jeszcze czas jakiś se­zo­no­wać: składano je zazwyczaj na dobrze wentylowanym strychu, aby po­rząd­nie wyschły, gdyż „bednarka z mokrego drzewa jest licha i nietrwała”. Czas schnięcia, często zresztą nieprzestrzegany, drewna miękkiego wynosił dwa lata, twardego – trzy. Dobór odpowiedniego gatunku zależał od przeznaczenia przedmiotu – jak podaje Zbigniew Skuza drewno twarde i sprężyste, jak dębina, używane było do produkcji beczek, natomiast miękkie, takie jak sosna, nadawało się do wytwarzania maselnic czy wiader. Do wyrobu naczyń rzemieślnik przystępował dopiero latem i to w wolnych chwilach między codziennymi zajęciami gospodarskimi i pracą na roli. Wysuszone i wstępnie obrobione klepki wyrównywano za pomocą ośnika, nadając im pożądany kształt, zależny od tego, czy naczynie miało mieć ścianki proste, jak wiadro, czy wypukłe, jak beczka. Złożenie klepek w naczynie wymagało użycia pomocniczej obręczy, zwanej stawnikiem, wewnątrz której ustawiano deszczułki spinając je za pomocą tzw. klupek. Do wbicia ostatniej z klepek używano młotka. Pracę wieńczyło nałożenie jednej lub więcej, zależnie od wielkości naczynia, obręczy pomocniczych, przygotowujących wyrób do nabicia obręczy właściwych, wzmacniających go od zewnątrz. Obręcze te początkowo wykonywano z drewna – przepołowionych gałązek leszczynowych czy świerkowych, a także wierzbiny czy osiki, zastąpionych później przez żelazne taśmy. Po ostatecznym wygładzeniu klepek montowano dno, osadzane w wyżłobionym wewnątrz ścian naczynia rowku, zwanym wątorem. W tym celu należało zdjąć najniższą obręcz, wbić dno i ponownie założyć obręcz, która ostatecznie uszczelniała wyrób. Bardziej skomplikowanym zadaniem było wykonanie beczki, która zwęża się ku górze i dołowi. Aby wygiąć w łuk proste klepki trzeba było uczynić surowiec bardziej podatnym na kształtowanie, czemu służyło moczenie beczki, a następnie rozgrzewanie jej nad paleniskiem. Gdy ścianki naczynia stawały się elastyczne ściągano je na specjalnych imadłach – kołowrocie i śrubie. Dobrze złożona beczka, jak pisze Zbigniew Skuza, toczona po ziemi bez obręczy nie mogła zgubić ani jednej klepki. Niejednokrotnie bednarz trudnił się także robieniem łyżek czy naczyń dłubanych w pniu drzewa, jak różnego rodzaju niecki, koryta czy czerpaki. Gdzie indziej zajęcia te przypadały w udziale oddzielnym klasom rzemieślników – łyżkarzom i nieckarzom

W przeciwieństwie do bednarzy działających w okolicach miast kupieckich, którzy specjalizowali się w wyrobach określonego typu (jak beczki, faski czy obręcze), bednarze małomiasteczkowi i wiejscy mieli w swej ofercie cały asortyment produktów przydatnych w prowadzeniu gospodarstwa domowego. Upadek wiejskiego bednarstwa datuje się od końca XIX stulecia – częściowo z braku zdatnego do obróbki surowca, głównie jednak z powodu rosnącej konkurencji jaką dla naczyń drewnianych stanowiły ich żelazne, kamionkowe i szklane odpowiedniki.

KołoKoło
Koło drewniane z metalową obręczą
Kołodziej, jak nazwa wskazuje, zajmował się wyrabianiem piast, dzwon i szprych oraz ich łączeniem w koło, a do używanych przezeń narzędzi należały, jak podaje Fisher, „warsztat, podwójna kobylica do nabijania sprych, piłka, cyr­kiel, świder, wielki okrągły świder do wiercenia głowy koła, dłóta”. Według Zbig­nie­wa Skuzy początkowo obodę koła, tj. jego obręcz, wykonywano z giętego drąga. Obody takie z konieczności mu­sia­ły mieć niewielką średnicę, bo­wiem potrzebnych na większe koła, od­po­wied­nio dłuższych i grubszych żerdzi po prostu giąć się nie da. Później zastąpiono pojedynczy drąg oddzielnie giętymi kawałkami, wreszcie – wycinanymi i składanymi w obręcz segmentami zwa­ny­mi dzwonami. Na jedno koło, zależnie od wielkości, składało się od pięciu do siedmiu dzwo­nów. Wygładzone ośnikami lub heblami segmenty nawiercano, przygotowując je do późniejszego osadzenia w nich szprych, po czym go­to­wa­no, zwiększając w ten sposób ich twardość i zapobiegając pękaniu. Montaż koła zaczynał się od osadzenia w ławie kołodziejskiej piasty, w której otwory wbi­ja­no wykonane z wy­su­szo­nych szczap drzewa szprychy, na te z kolei nakładano dzwona, spajając je ze sobą za pomocą drewnianych kołków, tzw. tybli, lub metalowych blaszek.

Oprócz kół, jak podaje Kazimierz Moszyński, kołodzieje parali się także wykonywaniem innych elementów pojazdów, a nawet całych wozów i sań, przy czym – jak w każdym przypadku – zapotrzebowanie na dzieła ich rąk zmieniało się zależnie od koniunktury: w trudniejszych czasach kołodziej nie tyle sprzedawał nowe wyroby, co naprawiał stare. Konstrukcja typowego wozu rzadko kiedy była stała, dzięki czemu istniała duża dowolność w kształtowaniu jego wyglądu stosownie do przeznaczenia. Przód i tył pojazdu łączono zazwyczaj za pomocą drąga, zwanego roztworą, który umożliwiał skracanie lub wydłużanie wozu zależnie od potrzeby. Także i nadwozie było wymienne – przy zwózce siana zakładano drabiny, przy zbiórce kartofli – deski, a gdy okazja była uroczysta – paradne półkoszki. Nadmienić należy, że nie wszystkie części były wytwarzana przez kołodzieja  – np. klepkowe gnojowice wyrabiali bednarze, a wyplatane z korzenia wasągi – plecionkarze.  Z kolei metalowe elementy – np. okucia orczyków czy obręcze kół – wykonywali kowale, do których zanoszono sporządzony przez kołodzieja przedmiot.

Narzędzia ciesielskieNarzędzia ciesielskie
Narzędzia ciesielskie: ciosło i topór
Rzemiosło cieśli, przygotowującego elementy konstrukcyjne bu­dyn­ków: więźby dachowej, zrębu, framug drzwi czy okien itd., było nader istotne dla funkcjonowania wsi i folwarku gdzie większość, jeśli nie wszystkie budynki tak mieszkalne jak i gospodarcze (łącznie z samym dworem) wznoszono z drewna. Ludowym cieślom zawdzię­czamy więc nie tylko modrzewiowe dworki, bielone chaty, czy drew­niane kościółki i cerkiewki zapełniające dziś skanseny, ale także stare, przydrożne kapliczki i krzyże. Prócz umiejętności posługiwania się odpowiednimi narzędziami, wśród których podług Fishera znajdowały się: „warsztat, topór, siekiera, sie­kier­ka, spust, piły, piłka, kobylica, heble, wę­giel­ni­ca”, majster cie­siel­ski po­siąść musiał wszech­stron­ną wiedzę: był zarazem architektem, wzno­szą­cym domo­stwa, i in­ży­nie­rem, sta­wia­ją­cym mos­ty i bu­du­ją­cym ma­szy­ne­rię na­pę­dza­ją­cą wia­tra­ki czy mły­ny; rze­mie­ślni­kiem, bie­głym w obró­bce dre­wna, jak i artystą, którego kunszt zdradzają misterne zdobienia świątyń i ich nietypowe nieraz kształty. Konstruktorskie umiejętności cieśli nie ograniczały się zatem do znajomości reguł, podług których stawia się budynek, ale obejmowały także wiedzę o termicznych i statycznych własnościach drewna, która niezbędna była przy łączeniu ze sobą elementów drewnianych mechanizmów, gdzie poszczególne części charakteryzować musiały się odmienną twardością czy elastycznością. O tym, jak wysoce był na wsi ceniony fach ciesielski, niech świadczy fakt, że był to jeden z nielicznych rzemieślników, który za swe usługi pobierał opłatę w gotówce, nie zaś – jak zdarzało się to powszechnie przy innych robotach – w naturze.

Cieśla rozpoczynał swą pracę od wyboru surowca na budowę: była to najczęściej sosna lub jodła, rzadziej świerk czy modrzew, jedynie przy kładzeniu podwalin i legarów, a także stawianiu  słupów używano zwykle trwalszej dębiny. Drzewo ścinano zimą, a obróbce poddawano od wiosny do lata, kiedy było jeszcze świeże. Pnie należało najpierw okorować, a następnie ociosać i pociąć na elementy za pomocą toporów, siekier i pił. Ponieważ wzdłużne piłowanie długich bali wymagało odpowiednich narzędzi i umiejętności szybko, bo wkrótce po wynalezieniu samej piły w średniowieczu, wykształciła się odrębna grupa rzemieślników zwanych pilarzami lub traczami. Praca tracza była pracą zespołową – brało w niej udział co najmniej dwóch, częściej trzech ludzi. Jeden z nich, najlepiej wykwalifikowany, stawał na nad kłodą drewna umieszczoną na specjalnym rusztowaniu, spychając podczas piłowania narzędzie w dół wzdłuż wyznaczonej osmolonym sznurem linii, drugi i trzeci – pod nią, ściągając ostrze ku sobie. Jak podaje Skuza traczowanie drewna potrzebnego do budowy domu trwało przez dwa tygodnie (zakładając, że robotnicy pracowali od świtu do nocy), na stodołę – około tygodnia. W drugiej połowie XIX wieku pojawiają na polskiej wsi tartaki, w których można było nabyć gotową tarcicę o pożądanych wymiarach.

Po przygotowaniu materiału budowlanego, który należało jeszcze pociąć na mniejsze elementy i zaopatrzyć w czopy i felce, przystępowano – najczęściej między wiosennymi zasiewami a sianokosami – do wzniesienia zaplanowanego budynku. Pracami kierował majster, który dobierał sobie do pomocy od dwóch do pięciu pomocników. W robocie pomagała też cała rodzina gospodarza. Wycięte z bala dębowego, rzadziej sosnowego podwaliny, zwane też przyciesiami, układano pod kątem prostym na dużych kamieniach lub wkopanych w ziemię palach (stemplach), a w międzywojniu także na podmurówkach. Do osadzonych już podwalin przymierzano kolejno wszystkie elementy budynku, numerując je i odkładając na bok. Po tej czynności przystępowano do wyciosania w przyciesiach otworów wpustowych, w których następnie osadzano futryny i elementy konstrukcyjne ścian. Układanie ścian z bali wymagało każdorazowo przymierzenia belki do ściany, zdjęcia jej, wycięcia węgłów czy wpustów i wreszcie ułożenia jej na przewidzianym dlań miejscu. Szpary między balami zalepiane były gliną lub uszczelniane mchem, szmatami bądź pakułami. Na ostatnim etapie prac wykonywano więźbę dachową, którą dekarze przykrywali następnie strzechą albo gontami.

Od końca wieku XIX aż po lata 30. istniał – jak pisze Orynżyna – „zupełnie zorganizowany przemysł budowy domów gotowych na sprzedaż. (...) Przed wojną światową nawet na dalekich jarmarkach można było spotkać obozy furmanek, naładowanych krokwiami, łatami, dylami, belkami, słupkami do ogrodzeń, okrąglakami, deskami, gotowymi futrynami, ramami do okien itp. (...) Domy gotowe albo rozwożą sami wytwórcy na jarmarki albo spławiają rzekami.” Była to, jak podaje Skuza, produkcja prawie seryjna, w której brano pod uwagę przyjęty w danym regionie schemat konstrukcyjny i architektoniczny. Wytwarzane budynki zestawiano na placu przedsiębiorstwa, by klient mógł dokonać między nimi wyboru, a następnie rozbierano, dostarczano i montowano na miejscu przeznaczenia. Zapotrzebowanie na pracę rąk cieśli malało stopniowo w dwudziestoleciu międzywojennym – drewniane budynki wypierane były z wiejskiego krajobrazu przez swe murowane odpowiedniki mające jedną, za to trudną do przecenienia zaletę: ogniotrwałość.

Narzędzia stolarskieNarzędzia stolarskie
Narzędzia z warsztatu stolarza
(eksponaty ze zbioru przekazanego przez Krzysztofa Półtoraka)
Jak podaje Zbigniew Skuza stolarstwo jest rzemiosłem względnie mło­dym, które wyewoluowało z ciesielstwa w średniowiecznych miastach po pojawieniu się bardziej zaawansowanych narzędzi do obróbki drewna, a w ślad za nimi – większych wymagań odbiorców co do estetycznych walorów nabywanych przedmiotów. Od tego czasu stolarz, w odróżnieniu od cieśli zajmującego się bu­dow­nic­twem, trudnił się wyrobem drzwi i okien (tzw. stolarka budowlana), a także przedmiotów codziennego użytku i mebli, mówiąc krótko: wytwarzaniem wyposażenia postawionego przez cieślę domu. Tak było w miastach, ale nie wsiach, gdzie aż po wiek XIX żyjąca w opłakanych warunkach ludność mogła pozwolić sobie na jedynie najprostsze czy najpotrzebniejsze sprzęty, które nadal wykonywał cieśla lub – własnym sumptem – sam gospodarz. Stolarze za­do­mo­wi­li się na polskiej wsi stosunkowo późno, bo na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy chłopi zaczęli nabywać skrzynie do przechowywania odzieży, największy zaś popyt na dzieła ich rąk datuje się od połowy XIX stulecia, gdy w wyniku uwłaszczenia podniosła się stopa życiowa uciskanego do tej pory pańszczyzną chłopstwa. Lepsze warunki życia rozbudziły we włościanach pragnienie piękna – chaty zaczęły zdobić misterne okiennice, nadokienniki czy podokienniki, opatrzone kunsztowną snycerką słupy czy sterczyny, we wnętrzach chałup zagościły kufry i skrzynie, półki na naczynia, rzeźbione łóżka i szlabany, zaś na przełomie wieków także stoły, krzesła i kredensy.

XIX-wieczny rozkwit kultury ludowej, tak skwapliwie obserwowany i analizowany przez ówczesnych etnografów, przyczynił się tym samym do tego, że stolarstwo, wcześniej na wsi nie występujące, stało się spośród tu opisywanych najliczniej reprezentowanym rzemiosłem. Wiejscy stolarze z Kielecczyzny, jak podaje Szot-Radziszewska, wiedzę potrzebną do wykonywania swej pracy wynosili z warsztatu ojca lub innego rzemieślnika. Stolarką ciężko było zarobić na życie, toteż każdy z takich domorosłych rzemieślników był przede wszystkim rolnikiem, a w wolnym tylko czasie majstrem. Często łączono pokrewne profesje, co pozwalało na lepszy zarobek: cieśla stawał się zarazem wiejskim stolarzem, jak i lokalnym „producentem” zabawek czy kołowrotków, a swoje wyroby rozprowadzał nie tylko wśród sąsiadów, ale także po targach i jarmarkach. Wielu stolarzy było więc wszechstronnymi rzemieślnikami, którzy prócz wyrobu domowych sprzętów parali się także kołodziejstwem, bednarstwem, gontarstwem czy szkutnictwem, zwłaszcza gdy na same meble popyt był akurat niewielki. Wykonywane przez nich sprzęty wiejskie były zazwyczaj proste i skromne, widać to zwłaszcza w przypadku wyposażenia najuboższych chałup, na które składały się szlabany i łóżka do spania, ławy do siedzenia i spożywania posiłków, stołki i zydle. W zamożniejszych gospodarstwach mebli było więcej, wyróżniały się też one bardziej dekoracyjną formą – malowano je lub zdobiono snycerką.

Zdarzało się też, że wiejscy stolarze pracowali na rzecz dworu. Wprawdzie bogaci ziemianie mogli sobie pozwolić na sprowadzanie wyposażenia wnętrz z zagranicy, w większości jednak wypadków zadowalano się tańszymi, choćby z uwagi na koszt transportu, wyrobami rodzimymi, które – wykonywane według cudzoziemskich wzorników – często w niewielkim tylko stopniu ustępowały oryginałom. Robiono je z miejscowych gatunków drzewa, a następnie wykańczano – wedle uznania – mniej lub bardziej egzotycznymi fornirami: palisandrem, mahoniem, orzechem kaukaskim. Prace te zlecano także lokalnym stolarzom, jeśli mogli się oni wykazać odpowiednim kunsztem. Nie należały też do rzadkości sytuacje, gdy wiejski rzemieślnik dosztukowywał do zakupionego zagranicą garnituru mebli brakujący element wyposażenia. Tylko meble politurowane, których wykonanie wymagało posiadania szczególnie wyrafinowanych umiejętności, pochodziły jedynie z miejskich, specjalistycznych warsztatów, zatrudniających po kilka-kilkanaście osób.  

Obróbka drewnaObróbka drewna
Część ekspozycji prezentująca narzędzia rzemieślników zajmujących się obróbką drewna: kołodziei, bednarzy, stolarzy, cieśli

Warsztat wiejskiego stolarza był uboższy i zdecydowanie skromniejszy od miejskiego odpowiednika, co nie znaczy mniej konkurencyjny. Elżbieta Szot-Radziszewska cytuje w swojej pracy wypowiedź jednego z majstrów: „Przed wojną stolarzom z miasta było ciężko, bo na każdej wsi siedział samouk co za worek kartofli zbił chłopu stół albo ławę”. Do zbicia stołu albo ławy (czy innych, prostych sprzętów) wystarczał najbardziej podstawowy zestaw narzędzi, na który składały się: kobylica, piła ramowa, siekiera i ośnik. Wiejski stolarz dysponował też z reguły stołem stolarskim, drewnianym i żelaznym młotkiem, świdrem korbowym, kompletem strugów służących do wyrównywania powierzchni i wykonywania rozmaitych rowków, wrębów czy wpustów, wreszcie zestawem dłut, pił i noży. Uzupełnieniem były strugi profilowe i inne narzędzia specjalistyczne, służące do wykonywania elementów zdobniczych. Większość mebli wytwarzano z drewna sosnowego, rzadziej wykorzystywano także jesion, jawor czy buk, dąb zaś przeznaczano na wyroby drogie. Gotowe elementy łączono za pomocą tybli, gwoździ lub kleju, który z kolei uzyskiwano gotując przez kilka godzin kości z nóg bydlęcych, skrawki skór i odpady mięsne, a uzyskaną w ten sposób mieszaninę cedzono i odparowywano. Innym, podawanym przez Szot-Radziszewską sposobem sporządzania kleju było ucieranie przez dwie godziny w glinianym garnku twarogu z gaszonym wapnem. Od XX w. stolarz mógł także nabyć klej produkcji fabrycznej. Gotowe wyroby rzemieślnicy malowali, używając farb w proszku kupowanych na wagę. Nanoszenie ozdobnych motywów odbywało się – zależnie od ośrodka – ręcznie, za pomocą stempelków lub przy użyciu szablonów wyciętych w grubej tekturze.

Choć z dzisiejszej perspektywy wytwórczość ludowa wydaje się na przestrzeni czasu niezmienna, wrażenie to nie odpowiada całkiem prawdzie. Moda na określony sposób zdobienia mebli obecna była także na wsi. Przykładowo elementy toczone, które wiejscy stolarze wykonywali sami lub nabywali gotowe u handlarzy, zagościły w chatach na początku XX w., ale już w latach 30. przestały cieszyć się zainteresowaniem nabywców. W tym też okresie chętnie nabywano meble mazerowane. Technika mazerowania polegała na takim malowaniu pośledniejszego gatunku drewna, by przypominało ono wyglądem słoje szlachetniejszych drzew. Z kolei malowane w kwiaty skrzynie, które kojarzą się nam z wiejską chałupą, wyszły z mody ok. 1890 r., kiedy popularność zaczęły zyskiwać meble jednobarwne, pociągnięte farbą pokostową w różnych odcieniach brązu, rzadziej ciemnej zieleni czy bordowym. Wtedy też skrzynie zaczęły być powoli wypierane przez kufry, z którymi w rywalizację, zwłaszcza w domach zamożnych gospodarzy, wchodziły powoli szafy. Fornir i politura natomiast pojawiły się w wiejskich domostwach późno, bo dopiero w latach 30. Opisywane wyżej prawidłowości traktować należy jako ogólne tendencje: pomiędzy poszczególnymi regionami, a nawet wsiami istniały pod tym względem duże różnice. Przykładowo we wsi Rączki (powiat włoszczowski) jeszcze 1956 r. więcej było kufrów niż szaf na ubrania, a małogoscy stolarze aż do II wojny światowej sprzedawali skrzynie malowane w kwiaty.

Bibliografia:
Czerwiński, T. (2012) Budownictwo ludowe w Polsce. Warszawa: Sport i Turystyka – MUZA SA
Fischer, A. (1926) Lud polski. Podręcznik etnografji Polski. Lwów, Warszawa, Kraków: Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Heurich, J. (1877) Przewodnik dla cieśli, obejmujący cały zakres ciesielstwa. Warszawa: Gebethner i Wolff
Kowecka, E. (2008) W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX w. Poznań: Zysk i S-ka
Moszyński, K. (1929) Kultura ludowa Słowian. Część I: Kultura materialna. Z 21 mapkami oraz rycinami 1138 przedmiotów. Kraków: Polska Akademia Umiejętności
Orynżyna, J. (1938) Przemysł ludowy w Polsce. Warszawa: Nakładem tygodnika „Polska gospodarcza”
Skuza, Z. (2012) Ginące zawody w Polsce. Warszawa: Sport i Turystyka – MUZA SA
Szot-Radziszewska, E. (2007) Meble, które mają duszę. Meblarstwo ludowe na Kielecczyźnie. Kielce: Muzeum Wsi Kieleckiej
Traczyński, E. (1986) Wyposażenie budynków mieszkalnych i gospodarczych w regionie świętokrzy-skim w 2 połowie XIX i w XX wieku. Kielce: Muzeum Wsi Kieleckiej w Kielcach
Żenkiewicz, J. (2008) Dwór polski i jego otoczenie. Kresy Północno-Wschodnie. Toruń: wyd. Adam Marszałek

Projekt, wykonanie, teksty i zdjęcia (jeśli nie zaznaczono inaczej) © Anna Stypuła
Wszystkie prawa zastrzeżone